7 marca 2010

Wysoki czynsz - jak radzić sobie z pazernymi spółdzielniami mieszkaniowymi?

Do napisania tego postu zainspirowała mnie historia jednego z mieszkańców wrocławskiego Osiedla Pod Skrzydłami, która została opisana w tym artykule. Możemy się z niego dowiedzieć, że Pan Łukasz zakupił za kwotę 36 tys. zł boks garażowy w parkingu podziemnym, za który teraz spółdzielnia żąda czynsz w wysokości 100 zł miesięcznie. Powraca tu pytanie, które dręczy nas przy każdej podwyżce czynszu - czy mamy wpływ na jego wysokość, czy musimy być zdani na decyzje spółdzielni mieszkaniowych.




Nie będę tu się może rozpisywać o podstawach prawnych działania spółdzielni, gdyż jest to materiał, który spokojnie mógłby posłużyć oddzielnemu wpisowi. Chciałem się raczej zastanowić, jak w praktyce wyegzekwować jakąś zmianę. Podstawową sprawą, z której musimy sobie zdać sprawę, to fakt, że wbrew pozorom, spółdzielnie nie są tak obojętne wobec naszego głosu: wszystko zależy od tego jaką moc ma ten głos.


Tutaj warto zadać sobie pytanie ile razy byliśmy w życiu na walnych zgromadzeniach spółdzielni, bądź braliśmy udział w wyborze naszych przedstawicieli. Gdy wysokość jakiejś pozycji w czynszu budzi nasze wątpliwości, warto najpierw samemu pofatygować się do siedziby spółdzielni bądź wysłać do nich pismo z prośbą o dokładne wyliczenie czynników wpływających na wysokość danej pozycji. Gdy przedstawiciele spółdzielni będą się migać od udzielenia rzeczowej odpowiedzi, bądź będzie ona w stylu "takie są koszty i spółdzielnia nic na nich nie zarabia". Warto pomyśleć o zorganizowaniu jakiejś grupy osób o podobnych do nas poglądach. Spółdzielnie mieszkaniowe to z reguły przerośnięte molochy, gdzie poczucie przynależności do jakiejś społeczności związanej z danym osiedlem zaciera się. Warto jest popytać najbliższych sąsiadów jakie mają zdanie na dręczący nas temat, lub wręcz wywiesić na bramach budynków ogłoszenie, o problemie który nas dręczy i np. propozycji spotkania w konkretnej sprawie. Na takim spotkaniu warto wybrać jedno bądź kilkuosobową reprezentację, która w naszym imieniu przedłoży petycję do zarządu spółdzielni (im więcej osób się pod nią podpisze tym lepiej) i rozpocznie negocjacje. Często jest tak, jak choćby w omawianym artykule, że miesięczna opłata obejmuje kilkukrotne mycie posadzki w ciągu miesiąca, które przecież można ograniczyć, bądź uwzględnia jakieś ubezpieczenie, z którego można zrezygnować, na rzecz podpisywanych indywidualnych umów przez każdego zainteresowanego. 

To samo się tyczy funduszy remontowych, które nawiasem mówiąc z reguły polegają na tym, że wszyscy członkowie składają sie na remont konkretnego budynku, co wydaje się być  niesprawiedliwe. Warto w takiej petycji rozeznać się ile wynoszą podobne opłaty w innych spółdzielniach za podobne usługi, by mieć jakiś punkt odniesienia( z komentarzy pod artykułem zalinkowanym w tym wpisie wynika, że sięgają nawet 30 zł miesięcznie).  Zarząd spółdzielni musi taką delegację potraktować poważnie - w przeciwnym razie ryzykuje utratę poparcia wśród sporej liczby potencjalnych wyborców. Dobrym pomysłem byłoby założenie forum osiedlowego, bądź listy dyskusyjnej, gdzie każdy mógłby przesyłać swoje propozycje zmian w wysokości opłat bądź zarządzania spółdzielnią.


Dzisiejszym postem chciałem przede wszystkim namówić członków spółdzielni do działania. Często nie zgadzamy się z rzeczami, które nas dotyczą, lecz zakładamy z góry, że nie mamy na nie wpływu, bądź ewentualnie ktoś za nas się nimi zajmie. Ważne jest by walczyć o swoje racje, jednocząc jednocześnie ludzi o podobnych do nas poglądach. Lata komunizmu się skończyły, a spółdzielnie muszą się liczyć  z opinią ich członków. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz