8 marca 2010

Empor deweloper, czyli konsekwencje kupowania dziury w ziemi

Głośno ostatnio było o problemach wrocławskiej spółki deweloperskiej "Empor" i jej wrocławskiej inwestycji "Rezydencja Bartoszowice". Firma zasłynęła tym, iż od swoich klientów zażądała w pewnym momencie dopłaty w wysokości 1400 zł za metr kwadratowy nabywanych mieszkań, w których ludzie już mieszkają - choć oficjalnie ciągle nie ma odbiorów.




Prawdopodobnie cały problem wziął się z tego, iż inwestycja była realizowana w bardzo popularnej wówczas formie finansowania ze środków wpłacanych przez nabywających mieszkania. Tzw. kupowanie dziury w ziemi polega na tym, że np. deweloper znajduje kilku pierwszych chętnych na nabycie mieszkań w przyszłym budynku, następnie realizuje inwestycję póki nie skończą mu się pieniądze, poszukując w międzyczasie kolejnych chętnych - może już się wykazać pewnym zaawansowaniem prac, przez co wzbudza większe zaufanie. Okres ostatnich lat pozwalał przeprowadzać takie inwestycje w dość płynnej formie oraz dał możliwość zostania deweloperem praktycznie każdemu; wystarczyło mieć grunt i ewentualnie trochę pieniędzy na początek.
Nie wiem, czy tak było w tym przypadku, niemniej jednak prezes spółki w jednym z wywiadów stwierdził, że "... koszty inwestycji rosły i pieniędzy w końcu zabrakło." Prawdopodobnie firma sprzedawała mieszkania po cenach, powiedzmy, aktualnych w tamtym okresie, czyli około 6 lat temu, wiemy zaś, co się stało niedługo potem z cenami materiałów i usług budowlanych. Gdyby wierzyć informacjom krążącym po internecie grunt, na którym stoi budynek ma zadłużoną hipotekę. Sam prezes spółki przyznał w wywiadzie, że została udzielona spółce pożyczka w wysokości 4,5 mln zł od wrocławskiego przedsiębiorcy. Prezes spółki Empor w wywiadzie zadeklarował, iż w najbliższym czasie wystąpi do sądu z wnioskiem o ogłoszenie upadłości, zaś równolegle poszkodowani mieszkańcy złożyli zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez dewelopera. Najgorsze w tym momencie jest to, że budynek teoretycznie ciągle jest budową bez wymaganych odbiorów, a więc ludzie zamieszkujący go, mieszkają tam nielegalnie. Jeżeli faktycznie dojdzie do upadku firmy, to sytuacja mieszkańców będzie nie do pozazdroszczenia, gdyż pewnie nie posiadając aktów notarialnych, bądź wpisów do księgi wieczystej znajdują się z góry na dużo gorszej pozycji niż inni wierzyciele firmy.
Niestety prawo w Polsce preferuje banki i to one po reprezentantach Skarbu Państwa mają pierwszeństwo w odzyskiwaniu swojego długu, "wrocławski przedsiębiorca" pewnie również należycie zadba o swoje interesy, a sami mieszkańcy będą prawdopodobnie musieli dopłacić do teoretycznie raz już kupionych mieszkań by stać się ich pełnoprawnymi właścicielami.

Tym wpisem chciałem przestrzec wszystkich zamierzających kupić mieszkanie od dewelopera, aby nie dali naciągnąć się na piękne wizualizacje projektu - to są tylko obrazki.
Bum w nieruchomościach ostatnich lat zmuszał wiele osób do zakupu dziury w ziemi, ale teraz, kiedy popyt trochę osłabł nie pozwalajmy się manipulować deweloperom. W sytuacji gdy sprzedawana jest inwestycja, która nie posiada nawet fundamentów, deweloper staje się zwykłym pośrednikiem w przekazywaniu naszych pieniędzy firmom budowlanym. W cywilizowanym kraju deweloper powinien z własnej kieszeni (kredytu) wybudować inwestycję, a dopiero potem uzyskiwać wpłaty od klientów. Dlatego jeśli, Drogi Czytelniku, chcesz zakupić koniecznie nieruchomość, która dopiero powstaje, nie zgadzaj się na wpłatę 100% wartości inwestycji, co najwyżej zaliczkę (powiedzmy 15%) i choć przypomina to walkę z wiatrakami, to żądajmy koniecznie podpisywania umów przedwstępnych w formie aktów notarialnych (to stawia nas jako stronę w o niebo lepszej sytuacji prawnej).

1 komentarz:

  1. Obawiam się, że problem tej inwestycji nie polega na tym, że mieszkańcy kupili dziurę w ziemi i inwestycja była budowana z ich pieniędzy, tylko na tym, że deweloper, a dokładnie osoby za nim stojące od wielu lat prowadzą działania na granicy prawa i poza nią w celu wyłudzenia pieniędzy od mieszkańców.
    Obecnie budowa jest zakończona, od lat mieszkają w niej ludzie, a deweloper celowo nie oddaje do nadzoru budowlanego dokumentacji odbiorowej aby nie można było podpisać aktów własności.
    Szantażuje mieszkańców dopłatami.
    O Spółce było już raz głośno gdy miała problemy w 2005 roku. Wówczas wszedł do gry właściciel Epi marketu i pod jego marką sprzedawane były mieszkania za ceny powyżej średniej rynkowej. On też obiecywał nam, którzy wówczas miesilśmy mieszkania kompleks rekreacyjny w budynku. Za co oczywiście w pełnym zaufaniu i nadziei na szybkie zakończenie inwestycji zapłaciliśmy. http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=308497&page=4
    Moja historia związana z tą nieruchomością na szczęście się zakończyła, jednak dla tych którzy kupili tam kolejne mieszkania po przejęciu spółki przez „wrocławskiego przedsiębiorcę” w cenach 5.000 do 10.0000 pln za metr jeszcze długo nie znajdzie swojego końca.
    Panowie roztrwonili wszystkie środki, które wpłynęły do spółki po czym pan Kosela wycofał się ze spółki w 2008 roku i wszedł na hipotekę z kilkoma milionami obciążenia. Z informacji, które posiadam już jest nawet na etapie egzekucji komorniczej, której dobrowolnie poddał się obecny Prezes.
    Spółka na dzień dzisiejszy ma 2 rozgrywających byłego właściciela z roszczeniami – zobowiązania które wykreowano za jego panowania w Spółce oraz byłego dyrektora, które jest obecnie właścicielem, prezesem zarządu oraz jednocześnie pozostaje kierownikiem budowy.
    Jak daleko w swoich działaniach może posunąć się developer świadczy działanie obecnego Prezesa Pan Romana Bełeziny, który w imieniu spółki EMPOR złożył w Sądzie Wieczysto Księgowym wniosek o wykreślenie zabezpieczeń hipotecznych osób z którymi spółka zawarła przedwstępne umowy na zakup mieszkań. Nie zostały wykreślone zasadniczo tylko mieszkania pana Koseli. Należy wspomnieć , że posiada on w „rezydencji” również mieszkania., które kupił po zaniżonej cenie.
    Tak naprawdę jest to tylko wierzchołek góry lodowej, a wyciąganie pieniędzy z tej spółki to historia znacznie dłuższa z paroma innymi znanymi nazwiskami w tle.
    Wszyscy czekają oczywiście na kolejny rozdział: czyli co zrobią Panowie jeśli Sąd wykreśli roszczenia mieszkańców. Prezes Bełezina w Faktach Wrocławskich mówił o upadłości – wtedy po wykreśleniach na hipotece zostanie praktycznie Pan Kosela jako wierzyciel, żądający od spółki paru milinów oraz Pan Kosela jako właściciel paru atrakcyjnie nabytych tam mieszkań.
    Po to przeciąga się realizacje inwestycji, a po upływie niezbędnych terminów wykreśla zabezpieczenia hipoteczne, i pozbawia tych co sfinansowali całą budowę wszelkich praw, pozostawiając ich praktycznie bez niczego. O przepraszam ... zostaną im kredyty, które zaciągnęli aby zamieszkać w Rezydencji Bartoszowice.
    I to wszystko dzieje się w Państwie Prawa !

    OdpowiedzUsuń